Bardzo sentymentalnie o dzieciństwie, przemijającym czasie i Tamajajku.

Taka miętka jestem jak kluseczka dzisiaj. Nogi z waty dostałam, łzami twarz zalałam, prawie jak na ostatnim odcinku „Zbuntowanego Anioła”, gdzie Fakundo Arana poślubił (nareszcie!!) po milionie odcinków Natalię Oreiro. Co zabawne – nie płakałam tak wtedy, kiedy pierwszy raz doświadczałam inteligencji argentyńskich  dialogów jak teraz, gdy jedna ze stacji telewizyjnych odgrzała stary  kotlet, a Ryśka z gospodarki hormonalnej zrobiła mi jesień średniowiecza.  Od pewnego czasu w domu głośno o domniemanej ciąży AZ, która pewności nie miała ale „coś tam czuła”. I jak na babę przystało już miała nazwijmy to „czucia”. A to napuchnięty brzuch a  to obolałe cycki.  Nic to, że najprawdopodobniej mówiliśmy o początkach początków i najprawdopodobniej takie ekscesy byłyby niemożliwe, kobieta powita czuje i koniec. Pamiętam po sobie jak stałam w lustrze obserwując swój jak mi się wówczas wydawało – powiększający się profil… w 10 tygodniu , żal. Jak teraz wspominam to z politowaniem o sobie myślę, wiem, że byłam najprościej w świecie utyta.

AZ to kuzynka moja najprawdziwsza. Taka kuzynka co ze względu na bardzo małą rodzinę była przy mnie zawsze i wszędzie, nawet jak tego nie chciałyśmy za małolata, kłócąc się o różne rzeczy. I tak wspominam sławetną kąpiel w szambie. Tak, to właśnie z AZ w siatkówkę grałyśmy. Czy ratowała mnie nie pamiętam. Cała sytuacja i ciągnący się za mną smród były wystarczającą traumą, żeby nie zwracać uwagi na nic innego.  Z AZ spędziłam absolutnie wszystkie święta Bożego Narodzenia w moim życiu (no może oprócz jednych, kiedy AZ wyjechała za chłopem w pizdu daleko i wypięła na mnie tyłek),  na których to kłóciłyśmy się między innymi o TAMAJAJO (!!), którego nie dałam AZ nawet dotknąć w obawie nie wiem przed czym, nienakarmionym wirtualnym psem, chomikiem, czy innym gównem, kłóciłyśmy się o sałatkę z tuńczyka, którą uwielbiałam i do tej pory kocham, a jako smród w gaciach lat 10 może, nie rozumiałam, że inni też mają prawo ją jeść, DRA-MAT! Z AZ znamy się odkąd ona skończyła osiem miesięcy, teoretycznie,  bo brudzia nie pamiętam , ufam przekazom foto i wideo. Kiedy się nie chlałyśmy jak stuprocentowe siostry chyba kochałyśmy się na tyle, żeby teraz po dorosłemu nadal chcieć się widywać. Pamiętam  jak mi AZ  kiedyś chłopaka odstąpiła na nadmorskich wakacjach. Chudy taki, ADHD na bank, bez diagnozy stwierdzam, mimo wszystko dupcie za nim sikały a ona pani miłościwa powiedziała „bierz”. Chwała jej za to, dzięki temu zaliczyłam swoje pierwsze całowanko/macanko na wydmach. Z rzeczoną kradłyśmy pety rodzicom na potęgę, wypijałyśmy pierwsze nielegalne alkohole i urządzałyśmy najlepsze domówki pod nieobecność starych. To ja przekłułam jej uszy naostrzonym kolczykiem na moim prywatnym tronie w toalecie, to dzięki niej przedziurawiłam wujkowi daszek pod drewno na podwórku, powożąc ją taczką. To z AZ wiłyśmy się pod brzozami wujka do „Hit me baby one more time” i opalały toples na polu pod lotniskiem.

Strasznie się sentymentalnie u mnie zrobiło, nie spodziewałabym się w życiu. AZ oznajmiła dzisiaj, że jest w ciąży, napisała smsa.  Ja jak to ja, płacząca na brazylijskim gniocie i reklamie szamponu zalałam się łzami. Przed oczami retrospekcja tylu wspólnie spędzonych lat, od umazanej jagodami gęby lat 5, po ostatnie wakacje lat 20+ (kurwa no dobra, 30-), gdzie Ryszard mój już kopał pod żebra. Niesamowite jest jak czas mi uciekł i zostawił tą oponę na drzewie gdzieś sto lat za murzynami (nie wiem czy to powiedzenie jest politycznie poprawne ale tutaj nie spodziewacie się chyba niczego innego) . Podbiegłam do Ryśki i wtuliłam ją w siebie,  prosiłam, żeby dała mi trochę czasu na mamine nacieszanie. Chcę ją całować po tyłku, robić głupie miny i trzymać na rękach zawsze! Masz się we mnie tak wczepiać jak teraz i życia beze mnie nie widzieć! Zawsze! Słyszysz mnie, gnoju?! Zwolnij, zatrzymaj mamie czas chociaż na chwilkę… Kochaj mnie tak bezgranicznie jak ja Ciebie. Czasu wiele nie ma. Zaraz porzucisz swojego tama-chomika gdzieś za łóżkiem,  zejdziesz z opony na drzewie i powiesz mi „Teraz jestem już dorosła, ciał.”

Tak oto natura zatacza następne koło, AZ wije sparing partnera dla Ryśki, mam komu opchnąć wózek (yes, yes, yes), znowu ktoś będzie rozmawiał o porodzie przy Wigilii i przeżywał zieloną kupę. Cieszę się jakbym sama powiła. Idę dalej ryczeć, tak dzisiaj mam. Do następnego!

„Są dwa serca. Ich ciągłe, nieustanne bicie, zdaje się w dwóch jestestwach jedno tworzyć życie. Łańcuch, który nas wiąże, los nie skruszy zmianą, będą bić razem albo bić przestaną.” – George Byron

 

 

16 Komentarze

  1. Kurde. Jakbys byla mna. Dziwnie jest czytac o sobie. Ja nie mialam siostry az tylko brata pj. Ale wszystko identol. Ciesz sie klucha. Czas szybko mija.

  2. Kurcze, dosłownie jakbym czytała o sobie i swojej kuzynce, z którą znamy się od pieluch i teraz obie czekamy na małe fasolki, które miejmy nadzieję, w końcu się pokażą. Czytałam Twój wpis i sama się łzami zalałam bo przypomniałam sobie wszystkie stare czasy z AT (czytaj kuzynką ;)) . Pisz dalej, bo ja nie widzę dnia bez wpisu u Ciebie :) Pozdrawiam serdecznie i buźki dla Krystynki :)

  3. Nia ma lepszej wiadomości niż ta, że dzieciaczków przybywa :) Szczęścia dla AZ -kuzynki najprawdziwszej :)
    Hehe i teraz to SOHO będzie ciocia dobra rada ;)

    P.S. A ja tam od razu wiedziałam żem w ciąży jest :D Jakieś siły tajemne chyba wtedy zadziałały bo pewność normalnie miałam prawie 100%
    Szósty zmysł czy jak…

      • Ja mojej przyjaciółce cały czas mówię żeby się z dziecięciem spieszyła bo nie mam gdzie betów przechowywać :) Uwielbiam takie akcje ;) Dzięki kuzynce sama kupiłam może z 10 ciuszków dla małej, wszystką resztę dostałam :) Kuzynka z kolei dostaje od swojej bratowej i tak nam się interes kręci :)
        A potem za 10 lat się dziewczyny zapytają czemu jak były małe to mają takie same ubranka :D

        • LADY – Będziesz mówić, że taka była moda:)

          Soho, rewelacyjny blog, tak mi się super czyta, że nawet na uczelni podczas wykładów przeglądam posty i w tramwaju czy w pociągu. Sama jeszcze nie mam dzieci, ale po tym jak piszesz i co piszesz można stwierdzić, że nie jest to takie straszne:)
          Będę odwiedzać często, na pewno. Pozdrawiam!

  4. Ja z moja kuzynka tez robiłam rożne głupoty :) pamietam jak mając lat 15 czy 16 jechałam do niej za miasto „na noc” po to, zeby uciec i jechać w nocy (różnym transportem) do miasta na disco:) dodam, ze disco prawdziwe, bo rodzice jej faceta mieli disco w mieście :) to były czasy! Zero stresu i obaw, ze coś sie może stać! A teraz jak tak patrzę na mojego dzidziusia to potrafię sie poplakac, ze on mi kiedyś jakieś „lafiryndy” do domu przyprowadzi!!! A przecież każda dziewczyna (lub chlopak) będzie zwykła lafirynda, która chce mi ukraść syna!!! Bójcie sie o bójcie!!! Bo ja tak łatwo syna swojego nie oddam!!! :)

  5. Sie qrwa uwylam, zamiast do roboty sie brac!
    Moj maly gnojek zaraz poltora roku konczy i najgorsze, ze juz nie pamietam, jak to bylo jak byl taki mikrus, alez ten czas spier@$@&%$.
    Dzieki Tobie bede caly dzien pewnie o tym myslec..ehh…Cmox :*

  6. no, brawo…. wzruszyłam się. Czas zapierd… i nie zmienimy tego niestety. Ja dopiero co sie dowiedzialam, że jestem w ciązy, a tu synek siedem lat zaraz skończy :(

  7. ale jak to tak ja się pytam, nie będzie postu na zakończenie miesiąca…?:( zaglądam tu co chwila dziś i jak nic tak nic.. ;)

  8. Ja: mamuś,zostaniesz z chłopakami a My (czytaj ja i mąż) wyskoczymy na łyżwy
    Mama: no jasne. Idźcie. Pamiętam jak ostatnio byłam na łyżwach z twoja siostrą.miała wtedy 6lat :)
    Ja: mamuś to było 37lat temu…
    Mama: rzeczywiście…37lat

    Czas…mama powiedziała to tak,jakby była na tych łyżwach w zeszłym tygodniu…
    Wzruszyłam się rownież dzięki Tobie.Zatem zasypiam.wzruszona…
    P.s.moja metoda na zatrzymanie czasu są zdjęcia.Koniecznie wywołane,podpisane!Kolekcja opowieści,przypominanie min,gestów,emocji,spojrzeń itp. Polecam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.