Pierwszy dzień matki.

Praca dzień pierwszy.

Po tym jak wyczyściłam wszelkie zakamarki mózgu i postawiłam sobie wiekopomnych milion pytań dotyczących sensu powrotu do pracy i zostawienia dziecka z obcych rękach, po tym jak mózg odśpiewał „Chandelier” z pierdylion razy pół po polsku pół po angielsku bo akurat leciało w radiu kiedy włączałam  się do przedpracowej hibernacjii,  udało mi się usnąć. 1:30. Głowa wypociła kilka istotnych „za” całego tego wracania. Że może Bogu dzięki za powroty w sumie, zanim zapomnę jak się chodzi na wyprostowanych nogach i chwyta kciukiem.  Ograniczę jedzenie udawanych frytek ze spinaczy do bielizny i wyjmowanie starej Nokii z kibla. Jak czasem Pani w żłobku poudaje spazmy rozkoszy na widok wyimaginowanego keczupu zamiast mnie,  to nic się jej nie stanie, prawda? I kupę bez świadków zrobię. Za to dziękuję z całego serca. Posiedzenie bez generalnego sekretarza zawsze spoko.

Wstałam rano, wyszykowałam się jak na pierwszy dzień przystało. Starannie wymalowałam rzęskę, przeczesałam włosy. Spakowaną dzień wcześniej torbę z kanapkami na fajrant i butami na zmianę zaniosłam grzecznie do auta, zaraz po tym jak z kilometrową instrukcją obsługi oddelegowałam dziecko babci. Chora jest nadal. Tak, właśnie na powrót Matki do pracy rzęzi jak stara ciężarówa. I kiedy już tak po wszelkich pożegnaniach, wyściskaniach i zatrzęsionej brodzie wsiadłam do Kropelki, przekręciłam kluczyk pełna obaw, nadziei, ekscytacji wymieszanej z lekkim strachem…

Kropelka pokazała mi kakowe oko.

Nie wierzę, właśnie teraz, kiedy za pół godziny mam się odhaczyć w pracy wypięła się na mnie franca. Reakcja numer jeden: może jak przekręcę kluczyk jeszcze jakieś sto dwanaście razy to załapie.  Nie, nie załapie. Prędzej zdechnie na amen. Zajekurwabiście.  Kręcę ten kluczyk, auto się dusi, ludzie się gapią, burak na twarzy. Zesrała się bida i piszczy, wiem, że zastawiłam bramę proszę Pana, widzę przecież. Te podśmiechujki raczej mi nie pomogą, serio.  Reakcja dwa: zadzwoń do GG i wylej wszelkie frustracje. Niech wie jak nienawidzisz świata, jak bardzo czujesz się rozczarowana postawą Kropelki i jak bardzo to jego wina pomimo tego, że to nie jego wina. Wysłuchaj od niego instrukcji jak na luzie odepchnąć się jedną nogą przy otwartych drzwiach, pokręcić kierownicą i zepchnąć Opla na pobocze, jak popchnąć a później w biegu wsiadać.  Poproś ładnie bez rzucania mięsem, żeby wrócił po rozum do głowy, gdziekolwiek posiał, przypomnij, że nie jesteś David Hasselhoff i nie masz zamiaru na środku osiedla odpychać się nogą jak Flinston, pchać i później gonić.  No ludzie! Dodatkowo się rozpłacz, rozmaż, zawyj jak pięciolatka. Zamaszyście uderz ręka o kierownicę i wyzwij auto od najgorszych. Oho – ho koleżanko, ostrożnie z tą ilością kurew, nawet jak na ciebie z lekka za dużo. A tu dopiero 7:30, to dopiero poniedziałek!

Przejechałam taksówką jak karetką miasto całe w piętnaście minut. Spóźniłam się dwadzieścia. Oficialnie powróciłam do czynnego życia zawodowego. Z przytupem, tuszem na podkoszulce i zagazowanym Oplem.  

 

Dzień dobry korporacjo <3

 

12 Komentarze

  1. a jakbyś wróciła „normalnie” i bez „przygód” to nie zastanawiałabyś się o co kaman? i dlaczego tak gładko idzie? :P
    powodzenia Szalona Matko :) uwielbiam Cię czytać

  2. Na wszystkie, słownie „WSZYSTKIE” smutki, dolegliwości, nie zapalające auta, sraczki, gołębie gówna i polityków polecam – SHILLER – notabene (nie wiem jak się to bazgrze) zespół jak najbardziej muzyczny. Co tam będę się rozpisywał i reklamę robił. Jeśli chodzi o mnie, to goździkowa może się walić na ryj w porównaniu z Schiller-em ;)

  3. A tak na poboczu, to ostatnio usłyszałem od mojej ślubnej, po iluśtam latach małżeństwa, że już nie jestem potrzebny…
    Tak przy okazji – potrzebuje miejscówki za malutkie pieniądze :)
    Jestem zdrowy i sprawny fizycznie jak i umysłowo, no i potrafię co nieco :)

    • O popatrz. A ja znam taką jedną co by może chętnie kawy się z Tobą napiła. Skoro już żony nie masz ;) rocznik zbliżony do Twojego o ile ten w mailu to data Twojego naświatprzyjścia.

  4. Kochana, to się nazywa wejście smoka!;) i co by za nudno nie było dla Czytelników:D teraz już tylko z górki:) trzymam kciuki za Was:)

  5. Fajnie napisane :) Tak się wczułam, jakby to mój samochód nawalił. Dopiero tu trafiłam – rozglądam się, czytam, poznaję – zostanę na dłużej ;) Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.