Co z tymi synami?

Siedząc w Strarbucksie, zapijając piernikowe late w cenach warszawskich (chyba pozłacana pianka jak Boga kocham)  o uszy obiła mi się rozmowa. Dwóch Panów, wiek 30 +/-, dyskutujących o obijaniu sobie ryja i dziewczynach, przerabiało zestaw przygód z całego miesiąca. Jako, że jestem kobietą i nawet w dorosłym życiu ciężko mi zawsze rozumieć decyzje i wybory mężczyzn, tym bardziej zwiesiłam kwaśną minę nad wielkim, białym kubkiem nosząc pod sercem chłopca i pomyślałam – „synu, jak mam Ciebie wychować. Przecież ja totalnie nic nie wiem o świecie jądrzaków”.

Z dziewczynką szło mi łatwiej. Oprócz tego, że zanim ją urodziłam moje doświadczenie rodzicielskie zawieszało się na dzieciach znajomych i sporadycznych kilkunastominutowych nasiadówkach przy Barbie, to cała reszta wynikająca ze społecznego przystosowania córki do świata miała pochodzić z moich kobiecych doświadczeń. W końcu przeżyłam w tym ciele trochę lat i percepcja postrzegania drogi z perspektywy cycka i muszelki nie była mi w ogóle obca. Kilka sztuczek mogłabym jej sprzedać, od kilku błędów starać się uchronić, kilka historii przepłakanych zrozumieć. Jakieś pożary przeżyłam, byłam tam, przerobiłam temat, coś w głowie zostało. Gdyby kiedyś przyszła i oznajmiła, że nie wie, co robić i jak, wyszukałabym w głębokim worku wszystkich własnych historii tej analogicznej i sprzedałabym doświadczenie. Jak się nie przyda – trudno, jak zatwardzi dupę gnoja chociaż na chwilę – super.

Ironio!! O syna boję się dwieście razy mocniej mimo tego, że podobno to w przypadku chłopca pilnuje się tylko jego, a w przypadku dziewcząt całego miasta. Boje się, że nie będę wiedziała jak radzić sobie z męskim testosteronem i następstwami, jakie nieujarzmiony za sobą niesie. Po głowie chodzi mi non stop pakowanie się w sytuacje do obicia twarzy i tańce koguta w miejscach, o które nawet nie powinien się obetrzeć. Miałam kolegów, widziałam na własne oczy jaki niekontrolowany rollercoaster nimi wiedzie. Oprócz porządnego wpierdolu, który chyba każdy mężczyzna w życiu musi odhaczyć,  martwiłabym się, że jako kobieta nie będę w stanie sprzedać synowi takiego szacunku do kobiet, którego sama oczekuję. Nie mam doświadczenia w wypożyczaniu emocji. Ciężko odnaleźć się w skórze zająca będąc myśliwym. Nie chciałabym patrzeć jak jego niedoszlifowane zachowania sprawiają, że komuś jest źle, tym bardziej stawiam sobie wychowawczą poprzeczkę tak niebotycznie wysoko, że nie wiem czy będę kiedykolwiek przez nią w stanie przeskoczyć. Osiwieje.

Finalnie i niemniej w tym całym zamieszaniu, bardzo, bardzo egoistycznie drżę wręcz, że mnie kiedyś zostawi. Puści moje długo i starannie dłubane z gałęzi gniazo, na poczet innej kobiety. Dużo młodszej. Piękniejszej. Spełniającej jego życiowe oczekiwania, która naturalnie da mu to, czego ja nie będę w stanie zapewnić. Nie będę miała nic do powiedzenia i te zaklejona usta śnią mi się po nocy. W historii z noszeniem chłopca w tle puka mi do oczu zaniepokojenie, że nie pieszczę go dla siebie i że kiedyś może być mi niesamowicie smutno.

A ja nie chcę być taką matką złą. Nie chce być nieszczęśliwa i zazdrosna. I co teraz?

20 Komentarze

  1. Dlatego właśnie natura stworzyla tatusiów. Chłopcy naśladują ojców wiec tu trzeba by GG wziąć za uszy i uświadomić za wczasu jak duza role odegra w kształtowaniu synowego charakteru. Na nim nauczy sie jak traktować kobiety widzac jak on traktuje matkę. Od niego dowie sie co wolno, co wypada. Matka to ta od porządku i ciepla domowego ogniska, od zakazów i nakazów. A ojciec od zabaw, ale te zabawy maja wpajac życiowe zasady. A reszta, cóż, kumple z paczki zrobia swoje, niestety.

  2. Jak ja Cię doskonale rozumiem… Tak bardzo kocham mojego synka że sobie też tego nie wyobrażam. Nie chcę być „teściową z kawałów” i „koszmarem synowych” ale co zrobić…? Muszę chyba zacząć pracować nad sobą. Mam jeszcze trochę czasu bo Młody nie ma jeszcze 5 lat :)))

  3. A synowa…. Tez mnie to meczy :D czy nie bede zazdrosna zołza. Ale do tego czasu jeszcze tyle lat przed nami, ze nie ma co leczyć głowy.

  4. Matką jeszcze nie jestem mimo usilnych starań, ale często myślę jak to będzie kiedy, o zgrozo! stworzymy chłopca… Bo wiadomo, jajka łatwo obetrzeć nawilżaną chusteczką ale co dalej ?! Jak nie zrobić z niego cipki i jak nie zrobić z niego chama? Jak stworzyć czułego barbarzyńcę?
    I największa obawa, podobnie jak u Ciebie, jak nie sprawić żeby w wieku lat 20 nie zostawił matki, jak pokochać siksę, która będzie jego dziewczyną, żoną? Wychowanie chłopca to ciężki orzech, pocieszam się tym, że jest w domu już jeden z siusiakiem i chyba on właśnie będzie stanowił równoważnie dla mojej matczynej miłości. Trzepnie gnoja po głowie kiedy gnój będzie matce pyskował, zabierze do lasu postrzelać z wiatrówki, dam im przestrzeń, zaufam. Łatwo pewnie nie będzie.

  5. Skoro Twój Luby, że tak się wyrażę, tak zajebiście trafił, nie pozostaje Ci nic innego jak wierzyć w to, że Twój syn również będzie szczęśliwy nie tylko przy Twojej spódnicy. Dorastanie – naturalna sprawa :) i żeby nie było, też mam syna i nadzieję na powyższe :) będzie dobrze, zobaczysz.

  6. Jak zwykle „skradlaś” moje myśli Matko Rysiowa… Intuicja mi podpowiada, że tym razem będzie syn, choć do usg „płciowego” jeszcze chwilę. Odkąd przestałam rzygać dalej niż widzieć i progesteron trochę mi odpuścił i zaczęłam kontaktować w mojej podświadomości zaczęły kiełkować obawy. O to jak sobie poradzę z dwójką maluchów, o to czy starczy mi sił, miłości do obdzielenia po równo, cierpliwości. A jak naprawdę będziemy mieć syna, czy poradzę sobie z jego wychowaniem, żeby wyszedł na ludzi. Nie ukrywam, że trochę liczę na „współtwórcę”, który przekarze mu „męskie podwaliny”, ale nie oszukujny się, to we mnie nadzieja jeśli chodzi o wrażliwość, empatię, dbałość o innych, szacunek do mnie, siostry i innych kobiet etc. Jak wychować syna na fajnego młodego mężczyznę, o otwartym sercu i umyśle ale nie cipę i nie troglodytę? Z córką faktycznie było mi łatwiej, jakoś tak naturalniej ze swojej perspektywy wprowadzać ją w świat, chociaż Nel zakochana w ojcu swym po uszy sporo czerpie z męskiego wzorca. Czy z synem będzie podobnie??

  7. Jestem mamą 2 chłopaków i powiem tylko … nie bójcie się! Kochajcie ich, uczcie dżentelmeństwa, uczcie tego co chciałybyście aby wasi mężowie dla was robili, nie róbcie wszystkiego za nich. Ja sobie tak myślę, że nie mam córki i chciałabym aby synowa mnie lubiła, a ja ją. A jak mogę chociaż spróbować to osiągnąć? Dając jej syna, który będzie super mężem, będzie szanował kobiety. Więc uczcie samodzielności, zaradności i szacunku do innych swoich synów. Da się, naprawdę :) Posiadanie syna to wspaniała sprawa! Pozdrawiam, s.

  8. Polecam książkę pt”Wychowanie chłopców” Steve Biddulph, zarówno jako lekturę dla mam (również tych samotnie wychowujących) jak i ojców…

  9. A mnie się wydaje, że jak go wychowasz tak jak chcesz, z szacunkiem do kobiet z tym, że nikomu nie ma być źle przez niego, to sama nie zostaniesz. Synowa nie musi koniecznie go zabrać całkowicie. Faktycznie poprzeczkę ustawiłaś wysoko ale życzę Ci aby kiedyś usłyszała „dziękuję mamo, że go tak dobrze wychowałaś, jest super mężem” Pozdrawiam serdecznie :)

  10. Najpier mnie spłakałaś poraz kolejny… A ja zaraz będę miała drugiego syneczka! Wielu rzeczy się obawiałam ale po półtora roku (dopiero) mogę powiedzieć tak jak.zdążyłam zaobserwować…
    po pierwsze dziecko to dziecko i gadki typu ‚no chyba nie kazesz synowi sprzątać’ wyglaszane przez kobiety wiecznie znarzekajace na mężów nierobów… bez komentarza!
    po drugie faktycznie wiele zalezy od.wzorca męskiego i to od niegp syn nauczy się stosunku dp kobiet. Ale, ale dziewczynki też wiele uczą się od ojców :) poza tym zaobserwowałam ze faceci, którzy mają siostry są bardziej wrażliwi w stosunku do kobiet, po prostu koboeta nie jest dla nich obcym :)
    a tak poza wszystkim, każdy człowiek jest inny, z charakterem stety albo niestety się rodzimy, czego dowodem jest mój mega uczuciowy syn, przytula wszystkich bliskich, usypia misie a czasem nawet gazety :)
    będzie dobrze, świadomość Matki to już duży krok w kierunku sukcesu.
    Boooooze mnie kiedyś porzuci dwóch, masakra!

  11. Dlatego wlasnie w rodzinie jest potrzeba obojga rodzicow. Zaloze sie, ze GG sam przezywal podobne rozterki, gdy dowiedzial sie ze bedzie ojcem corki. Razem swietnie sie uzupelniacie i kazde z Was jest potrzebne, kazdy ma inna rownie wazna role do spelnienia. Sama mam syna i jestem w ciazy (ale jeszcze nie wiadomo co sie urodzi). Bedac w pierwszej ciazy moimi najwiekszymi obawami byly rozterki czysto pielegnacyjne :) Wiedzialam, ze ojciec pokaze co musi- srubki, kola zebate, cierpliwosc, dokladnosc, meskie zabawy. Kazdego dnia ojciec tez pokazuje jak zachowuje sie prawdziwy facet wzgledem kobiet. Ty tez masz fajnego samca w domu, wiec mozesz odetchnac i wyluzowac :)

    • Taaak. Samce nie tylko są od śrubek. Ich nonszalancja w karmieniu, przebieraniu, ubieraniu i spacerach mnie dobija… tzn powyzsze u mego małża, potwora z czeluści co się „nie przejmuje bzdetami”. Także ten. CHyba nie o śrubki i zmianę żarówki tak naprawdę chodzi.

  12. Drogie mamy chłopców, pamiętajcie syna wychowuje się nie dla siebie, syna należy wychować dla innej kobiety.powiedziała co wiedziała matka dwóch córek,skrycie marząc o synu.a tak serio jak któraś z moich gasek, trafi na zle wychowany egzemplarz samca, to jaja ukrece przy samej szyi.

  13. Ja ma dwoje dzieci. Syna (11 lat) i córkę (4 latka) i nie mam tego typu rozterek. Tak naprawdę to i syna i córkę wychowujemy dla kogoś innego. Obydwojgu staramy się sprzedać wartości, które wg nas są najważniejsze w życiu, a potem to już tylko trzeba się chyba modlić, żeby jakoś je wykorzystały. Jak nie, to trudno. Nasze dzieci to nie my, to zupełnie inne jednostki, które na pewno „sparzą się” nie raz i niezależnie od tego czy to dziewczynka czy chłopiec będą żyć tak jak będą chciały. W pewnym momencie przestajemy mieć na to wpływ, niezależnie od tego czy to się nam podoba czy nie. Po prostu. Trzeba się z tym pogodzić i już. Powodzenia! :-)

  14. eeeeeeee tam uszy do góry ;) i tak go nie zrozumiesz i w takim wypadku najlepiej sprawdza się małpia miłość ;) syny są fajniejsze, bo są bezkrytyczne wobec matek. Potem – nie wiadomo kiedy siadasz z 30 letnim synem przy browarze – jak wpadnie po 2 miesiącach – wspominacie jaka byłaś okrutna wobec niego i patrząc z czułością na niego – starego konia – mówisz”piwo masz na brodzie, daj, mamusia wytrze ;) Najtrudniejsze jest pierwsze 30 lat, a i tak całe życie będziesz się o dzieciaki martwić. Korzystaj więc z błogostanu ;) To Twój najlepszy czas, pozdrawiam serdecznie

  15. Niestety nie jesteś sama. Mam dwóch synów i mimo, że starszy ma zaledwie 2 lata, to ja przeżywam, że córka zawsze wraca do matki, nawet gdy się wyprowadzi, a syn? Czy moje bestyjki nie zapomną o matce? Czy nie wybiorą młodszej i ładniejszej ;P od pomarszczonej mamy? Matka to się chyba musi zawsze o coś martwić :)

  16. Też odczuwam cały ogrom wątpliwości jako przyszła mama chłopca (mająca już córkę w domu). Obawiam się, że będę dla niego za ostra, chcąc stworzyć kulturalnego dżentelmena, jakich mało w dzisiejszych czasach. Jak przy tym nie przegiąć w drugą stronę i nie wychować sieroty bożej? ;) Dobrze, że nie jestem samotną matką, bo dopiero bym się martwiła. Cóż, czas pokaże.

  17. !!! Mój synek ma 8 mcy i całym swym jestestwem drżę na myśl, że będzie prawie dorosły, a później prawdziwie dorosły. Że pójdzie w świat, zapyskuje, nie doceni, żem z rykiem bólu karmiła cycem, nie spała po nocach, chuchała i dmuchała. Że nie wtłoczę w jego umysł odpowiednich wartości, że będzie całował i kochał inną, że, że, że… całe miliony że spędzające sen z powiem mojej biednej duszyczki. Swoja drogą, jak mi gamoń choć raz nie powie, że się z mamusią ożeni to rąbnę go sama, a co! ;)

Odpowiedz na „~JudytaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.