Pociąg.

Codziennie rano jeżdżę w luksusowym pociągu. Ciepło w nim i nie wieje, zawsze dojeżdża na czas, na miejsce, w pełnym składzie. Pociąg mój zasilają najzimniejsze kopyta na świecie. Te, co się bladym świtem przebudziły i przybiegły do mojego wagonu. Pociąg otwieram jedną ręką zapraszając zmarzniętych gości. I wciskam ich między siebie a konduktora Ojca. Ten przekręca się do ściany wytyczając kierunek jazdy. Do pleców jak rzep, mały zmarznięty glonojad, wtula się dziecko. Do dziecka Matka. Ostatnia zamyka za wszystkimi drzwi, kołdra na łeb, łapa na Ojca i Młode.  I tak jadą wtuleni na ostatnią godzinę przed dzwonkiem, zanim telefony pod łóżkiem, stołem i  szafą zawyją wściekle, goniąc życie do życia.

5 Komentarze

Odpowiedz na „~EmkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.