Do Świętego Mikołaja.

Kochany Święty Mikołaju,

W tym roku starałam się być grzeczna. Bardzo mało bluźniłam na auto rozkraczone w ciemnej ulicy, próbowałam  nie mówić do męża brzydko, że mi tego auta wcześniej nie naprawił, a przecież przebąkiwałam, że kaszle od dłuższego czasu. Uderzyłam w kierownicę pięścią tylko dwieście razy, wszystkie Panie w kapeluszach, które nie czytają znaków drogowych wyzywałam przy zamkniętym oknie, więc nie miało prawa być im przykro, sam rozumiesz. To i tak mniej niż w zeszłym roku, kiedy w okresie przedświątecznym, posyłając dziecko pierwszy raz do żłobka, co najmniej trzy razy w tygodniu targałam kloca na rękach, bo Astra pokazywała mi dupę i środkowy palec.

Kiedy córka mazała ściany kolejny raz w tygodniu w chwilę matczynej nieuwagi, mazakiem niezmywalnym, takim chyba do zapisywania inicjałów na stacjach badawczych poza układem słonecznym, na kształt:  „Tu byłem – Adam”, toczyłam jedynie żółta pianę z kącików ust i ostentacyjnie zamykałam drzwi od kibla przed spazmującym potomkiem, żeby w samotności zapłakać nad swoim losem po cichutku,  siedząc na muszli z zamkniętą deską. Ale ani nie nakrzyczałam, ani nie wystawiłam nago za okno. Nie straszyłam cyganami nawet.  Świeciłam przykładem.

Kiedy poszliśmy na USG zobaczyć syna, a Krystyna odstawiła scenę pod drzwiami doktora tarzając się we łzach na myśl o zakazanym przez nas przed kolacją  landrynku, prując się z pół godziny „AM! AM! AM!”, próbowaliśmy z mężem, przed wszystkimi pierworódkami  tak dzielnie się jeszcze uśmiechającymi, rozładować atmosferę  i w myśl polityki prorodzinnej, żeby ich nie zniechęcać zanim się na dobre zacznie, GG zażartował: „Nie rycz. Przecież nie jadłaś dopiero od trzech dni”. Ty wiesz Mikołaju, że nikt się w tej przychodni nie zaśmiał?  Kiedy się Rysia zaczęła w nienawiści do matki rozbierać z ubrań, a kolor twarzy złapała dojrzałej  śliwki, uśmiech z buzi jednej ciężarnej odpadł jak źle przyklejony, sylwestrowy paznokieć. Możliwe, że zniszczyliśmy jej światopogląd, ale staraliśmy się, serio.

Rok bity dzielnie obierałam banany maczając je w cieście z mąki ryżowej, bezglutenowej, takiej w penisy zdrowej, żeby później pół dnia smażyć placuszki, racuszki i inne zachęcające do jedzenia kosmiczne kształty, którymi nawet na dwie minuty nie zainteresowało się dziecko wchodzące w okres suchego chleba i wody, jak dla konia. Ale pieściłam te jabłka! Obierałam ze skórki gruszki. Chodziłam po sklepach fit w poszukiwaniu ksylitolu,  na głowie stawałam, starałam się…

Pchając auto z górki, pod żłobkiem, w szóstym miesiącu ciąży i wtaczając się do niego w biegu, też przemilczałam. Nauczyłam się startować z dwójki, wiem jak holować na linkę… TYLE DOBREGO ZROBIŁAM DLA SIEBIE I INNYCH W TYM ROKU.

Mikołaju!

A ty mi tu wymianę pieca zsyłasz, z węglowego na gazowy.  Dobrze, bo ciepło będzie i człowiek jak wędzona świnia nie będzie po paleniu trącił cały dzień, ale te wycieki gazu w instalacji to za co? Wymianę rur w całym domu, co to miało jej nie być,  a pochłonęła jedną trzecią funduszu studenckiego dzieci,  w jakim celu dostałam? Rozpruty sufit, rozkręcone meble w kuchni na trzy tygodnie przed Jezusem, bułkę z pasztetem przy trampku majstra. No co jest, kurwa?! I remont. Remont mi dałeś w podzięce, cudownie. Ostatni rząd płytek na podłodze okazał się być innego koloru, trzeba dokupić, ściany krzywe, że małego psa by Majster na siłę między te kafle wcisnął, tu się rozwaliło, tam się nie trzyma, tu za długie, tam za krótkie, tam dociąć, tu ulepić z gliny, tu się wzięło i zesrało, gdzie są noże i widelce? Do tego biegunka plus wymioty u Krystyny, obowiązkowa ewakuacja ze żłobka, szpital na peryferiach  przy sztukowanym suficie i gładzi, odparzony rów mariacki dwulatki, ryk, „mama szczypie!”, upośledzony pies podkradający ścinki kafli 60×60 ważących, co pół jego samego. Wysikać się nie ma gdzie bo drzwi wystawione, kubki od kawy sprzed tygodnia zaczynają zielenieć. I zjeść nie ma co. I same brudne gacie już tylko mam. A tu się choinka u sąsiadki w oknie żarzy przypominając, w jak bardzo ciemnej koziej jestem. Matko kochano, idż Pan!

No.

Z  tym szpitalem dla Matki to chciałeś już przekombinować.

Myślałeś, że jak mnie ta pokrystynowa sraczka dopadnie z wymiotami to ja się załamię i odmówię współpracy. Ja w tej sprawie właściwie piszę do Ciebie Siwy Cepie, podziękować chciałam. Nie pamiętam kiedy tyle spałam. Takiej ciszy, jak ta na oddziale w przeciągu ostatniej doby, nie słyszałam od trzech lat. Nikt mi się nie pchał do łóżka, nikt się nie sfajdał w nocy, nikt nie chciał na ręce, mleczka, jajeczka, nikt nie łapał za cycka mrucząc, że coś tam ode mnie chce. Boże! Dopiłam ciepłą herbatę i sama w spokoju pogryzłam kanapkę, a że mnie osobno na sali położyli w obawie przed prątkowaniem, to i telewizor na monety pooglądałam, Sagę Zmierzch odsmażyłam na bardzo głośno w związku z tym, że ja już niedosłyszę, rano się wykąpałam. W ościeżnicy stały drzwi. Drzwi takie zamykane!  Luksusy, że byłam w stanie sztukowane płytki z lat sześćdziesiątych pod prysznicem pomacać w podzięce. Nikt się nie darł, że chce do środka. OGOLIŁAM NOGI na spokojnie, nie metodą gdzie trafię tam nie będzie. Teraz czekam na obiad, zaraz spać. Tak, tak, znowu. SAMA! Donoszą żarcie, podają do łóżka, nie trzeba nikomu czyścić uszu i obcinać paznokci, pytają się mnie trzy razy dziennie czy mi dobrze i jak się czuję. Ostatni raz mnie pytano o takie rzeczy, jak Krystyna na moją  gołą stopę najechała hulajnogą, albo,  kiedy zerwałam paznokieć w wesołym miasteczku w Łebie, łapiąc cudzego gnoja na zjeżdżalni.

Kochany Święty,

Do pełni szczęścia już tylko widoku na morze mi brak, pisku mew, piwa z pianką.  Ale nie będę zachłanna, i tak poleciałeś po bandzie.  Pozdrawiam z oddziału położniczego, odgłos rodzących się w nocy dzieci jest jak muzyka dla moich uszu…  Podarowałeś SPA na koszt podatnika. Szacunek. Widzimy się na gwiazdkę.

 

Matka

 

 

15 Komentarze

  1. Odpoczynku, ale też powrotu do zdrowia :) szpital na długo nie jest fajny. Ale 3 dni potrzymają minimum, żeby ZUS zapłacił :) Więc korzystaj!

  2. Tez ostatnio mnie złapało ale nie aż tak zeby zasluzyc na SPA i odrobine samotnosci. Wymiotowalam a w miedzyczasie zbieralam wymioty syna. Chyba nie bylam az tak grzeczna jak Ty. Poczekam, moze w przyszlym roku siwy cep bedzie bardziej łaskawy.

  3. Uwielbiam Cię; ) w ostatnim czasie jesteś jedyna formą rozrywki. Czytam pomiędzy przewijaniem u jednego a wkladaniem banana w przelocie u drugiego; ) czekam z niecierpliwością na nowe wątki gdy już synek będzie na świecie. Życzę powodzenia i cierpliwości;)

  4. Tak sie zawsze bronilam przed szpitalami i polezankami… Lata cale…
    A teraz, przy przychowku sztuk 3 ZAWSZE w okolicy, to chyba bym czyms spokojnym, na 2-3 dni polezenia nie pogardzila…
    :)

    Zdrowka!
    Odpoczywaj, bo zaczac to sie dopiero zacznie!
    ;)

  5. Ja w 29-tym tygodniu ciąży spędziłam pięć dni na położniczym. Trzeciego dnia ryczałam za moimi diabełkami. Nie wiedziałam co gorsze, kolka nerkowa, czy nie możność przytulenia potomstwa.
    Wiec kuruj się i wypoczywaj, póki Cię jeszcze ta gadzina- tęsknota nie dopadła.
    T
    Ps. Trochę pech, że akurat w tym czasie. Prawie wszystkie seriale się pokończyły. I bida w tiwi.
    Pozdro.

  6. Chcieli mnie zatrzymać trzy lata temu na święta. Bo krwawienie. Bo w szpitalu spokojnie. Ale ja ucieklam do rodziny, do ukochanego. A mój niedoszły mąż na dzień dobry mi kazał podłogę szorowac, bo kot się zeszczal kilka razy i zaschlo i on nie wie co z tym zrobić. Pozdrawiam.

  7. Może będę klasyczna, ale uwielbiam Twój blog. Zdrówka życzę i nie bój boja na święta wyrobisz się na cacy ;-) U mnie podobnie z błogosławionym spokojem, ubrał buty i poszedł gdzie go nie znają. Moje potomne syny dwa kochane są, mąża dopomaga ale cycki ma za małe. Powodzonka ;-)

  8. W głowie słyszę Twój głos, to jest głos miliona matek! Drugi milion patrzy z pogardą i dalej wraca do dekorowania idealnych pierniczków ktore juz od teraz na każdym profilu- czas start. Nie ma nic pomiędzy, nie ma litości, albo jestes nieudacznikiem, albo ideałem. Dzieki za pokazanie, ze normalność moze byc zajebista.

  9. Nie wytrzymalqm,miałam nie komentować:/ eh. Szkodq gadać. wstyd napisać jak fanka tego bojzbenu z dziwnymi fryzurami i za ciasnymi gaciami, ale ajlowju:/ mimo że sama brwi zmarwzczylqm ze zdziwienia to pisząc. Ale musiałam. Choc sądząc po tym ze po cichu sobie czytam jakiś czas,to i tak powsciagliwe wyznanie. ewentualnie mogłam przecież piwo zaproponować jak matka pić juz będzie mogła(jedna i druga) a przecież się nie wychylam ;)

Odpowiedz na „~EwaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.